Oddanie wolności,
życie zakłamane,
prawa samotności,
złamane.
Droga zmieniona,
przecięty mój szlak,
postać objawiona,
dająca znak.
I znów serca bicie ,
radości wołanie,
szczęścia wycie,
beztroskie kochanie.
I dziwna chęć życia,
co dotąd nie spotykane,
dla kogoś bycia,
co wcześniej nie rozumiane.
Władco mroku,
Panie mocy,
któryś przy mym boku,
odmówił pomocy.
Ty, który władasz,
piekła czeluści Twym domem,
na ziemie nigdy nie padasz,
gdyż obdarzony honorem.
Gardząc Twoimi sprawami,
odwiecznym kodeksem,
Niespisanymi prawami,
przepowiedzianym tekstem,
pogrążam się w samotności,
śmierć mym rozwiązaniem,
oddaje się wolności,
z wyraźnym przekonaniem.
Me życie nic nie warte,
sensu pozbawione,
jak ciele uparte,
podążam w swoją stronę,
oddając swą siłę,
walkę o przetrwanie,
wspomnienia miłe,
szczęścia przekonanie.
A teraz tępej żyletki próba,
skóra rozszarpana,
rozpoczęta zguba,
od krwi pochlapana.
I po cóż wspominać,
czas i myśli marnować,
kłamstwo i prawdę naginać,
intencje i trudy planować.
Nadszedł już mój czas,
życie się skończyło,
co samobójstwem dla mas,
dla mnie inne było.
Rozwiązanie zagadki,
odpowiedź znaleziona,
w rękach śmierci zabawki,
wieczność objawiona.
Blask księżyca,
krew spływająca,
sens bycia,
mowa kończąca.
Nieśmiertelność doskonałości,
lament mroku,
połączenie całości,
ze śmiercią u boku.
Krwi zagłada,
piekła zadanie,
życie upada,
powolne wołanie.
Chwila ostateczna,
śmierci wołanie,
wola niebezpieczna,
me bytowanie.
Czarna mgła za oknem,
w pokoju tysiąc dusz.
Każda owinięta włóknem,
A na twarzy czarny tusz.
Każda ma swego stróża,
który nad nią czuwa.
Ja mam swoje odnóża,
Bo mój Anioł się odsuwa.
To nie ja jestem łowcą,
jam przynętą, ofiarą.
Nie jestem znawcą,
tylko szarą poczwarą.
To nie mi dane szczęście,
pulsujące oblicze.
Zamknięte w testamencie,
słowa zwodnicze.
Bo nie dla mnie świeci słońce,
dla mnie ból i mrok.
każdy ma swego obrońce,
gdy uciekam w zmrok.
Gdy czar pryska,
jestem sam.
Jak cień ogniska,
przygasam.
Tak... nie chce mi się nic ... popadam w krainę zmroku.... nie budźcie mnie, bo nie ma sensu. I tak się Wam nie przydam.
Pod pretekstem bezmyślności,
pozbawiony sensu życia.
Krok do nieśmiertelności,
bez chęci bycia.
Dylemat żyletki,
brak ochrony.
W ręku tabletki,
a umysł przepełniony.
Słychać tylko kapanie,
nieustanną pustkę.
Widać krwi uciekanie
i na ręku wypustkę.
W oczach łzy się mienią,
smutek na twarzy zawitał.
Otoczony czerwienią,
Piekło przywitał.
Zanim noc nastanie,
zamknij oczy,
giń Kochanie,
już Cię nic nie zaskoczy,
nie poczujesz już cierpienia
życia doczesnego
i wszystkie marzenia
nie dożyją swego.
Giń Kochanie,
daj się złożyć w ofierze,
zanim świt wstanie,
oddasz się swej wierze.
Zanim słońce zaświeci,
ujrzysz piekła raj,
niech krew cała wyleci
a zobaczysz życia skraj.
A teraz zamknij oczy,
nie daj się ponieść cierpieniu,
śmierć już kroczy,
ku twemu objawieniu,
Więc już zaśnij, proszę,
umieraj. powoli,
A ja Anioły przepłoszę,
i zejdziesz do niewoli.
A teraz już śpij, Kochanie,
pamiętając jedno.
Usłysz me wołanie
trafiające w sedno.
Kochałem Cię do końca,
Jako Twój poddany
odwieczny obrońca,
na zawsze przegrany.
Powrót do rzeczywistości,
okazanie swych słabości,
porzucenie normalności,
powrót do ciemności.
W życiu pełnym konieczności,
pozbawiony swych wartości,
porzucenie moralności,
rezygnacja z przyjemności.
Żyletka ciągle w gotowości,
w razie innych możliwości,
pozbawienie mej wolności,
i śmierć w samotności.
Wracam ? może ... nie wiem...
nic nie wiem... pogrążam się z powrotem w autodestrukcji...
postaram się dodać kilka nowych wierszy, ale najpierw je napiszę...
W otchłani przeszłości,
przeplatane wstęgą,
wspomnienia czułości,
które obecnie bledną.
Wspomnienia siły,
niosącej oceany,
jak serca biły,
twarde,jak z porcelany.
W teraźniejszości bramy,
odnalazłem wspomnienie,
stałem tak niechciany,
pogrążony w cienie.
Zapomniany przez przeznaczenie,
skazany na samotność,
oddany w zapomnienie,
niszcząc moją godność.
Śmierci objawianie,
przekazane w przyszłości,
mające znaczenie,
niszczące wartości.
Ostatnie chwile życia,
w samotności spędzone,
ostatnie serca bicia,
wspomnienia uchwycone.
Nie mam na nic czasu ostatnio i nie mam weny nawet ;/ z reszta widać chyba , no nie ?
Sorka wszystkich że nie komentuję i wg, ale niedługo wakacje więc odbiję !
Co u mnie ? Sierpień z niemca, z biolii w poniedziałek zaliczam , w środę z chemii. O kurwa .. to już zaraz wakacje ! A ja nie mam nic ! kasy , planów, nic ... ja pierdole... Oby mi sie chociaż udało na BalCon 2010 jechać.
Ok, oke , okey .. idę spać .
Oyasumi Nasai ! Sayonara !
Ciemność ogarnęła wszystkie rejony lasu,
a w okół nie słychać żadnego hałasu.
Ognisko tli się, doskwiera,
powoli kawałki drewna zabiera.
A ja tu sam, myślę, umieram,
kawałki wspomnień w całość zbieram.
Już nie pamiętam jak to być kochanym,
Już nie wiem jak to być słuchanym.
Zatracam swe myśli,upadam psychicznie,
co następuje bardzo dynamicznie.
Popadam w depresje,pisaną paranoję,
i nie jestem pewien na czym stoję.
Zatracam się sam w swej histroii ,
pozostawiając po sobie kilka teorii.
Bo nie pamiętam jak to jest mieć Miłość,
Czułość,dbałość,dojrzałość.
Już nie pamiętam słów z przed lat,
poza rejestrem zdania: "Szach mat!"
Już nie wiem jak być sobą teraz,
Więc szepnij wraz,
Szepnij do mnie jeszcze raz...
Ogólnie co ja mogę powiedzieć? Dawno mnie nie było.Nic mi się nie chce. Mam zamół. Podupadam psychicznie. Czemu? a chuj go wie. :/ Zaczynam przestawać wytrzymywać swoje towarzystwo. Przestaje się lubić. Wręcz można by to nazwać nienawiścią do samego siebie.
Dziś siedziałem jakoś 1,5h sam w lasku i starałem się dojść do tego co mi jest . I wiecie co ? Dalej nie wiem . Moje myśli nie mogły się skupić, nie mogłem nawet na chwile sensownie pomyśleć o co chodzi. Dobijało mnie to że mój umysł znajdował ważniejsze sprawy do rozmyślania niż to co się ze mną dzieje.
Ogólnie to nie mam zbytnio weny, z resztą widać u góry ;/ Z resztą sam nie umiem tego ocenić . Mam takiego doła że ja pierdole. Pierwszy raz sam nie wiem co się ze mną dzieje.
Żywot ludzki niezmienny od lat,
i o tym wie każda siostra i brat,
Ojciec czy matka,
Po prostu cała rodzinna gromadka.
Uczymy się żyć,
uczymy się być,
by następnie przepaść w otchłań dorosłości.
Poznać wiele osobistości.
I odejść w zapomnienie,
porzucić życia doczesnego mienie.
Odpaść z życiowego monopolu,
odpaść ze swojego zespołu.
Oddalić się w cień.
z dala od nieporozumień.
By umrzeć w samotności.
W niedalekiej przyszłości.
Nie pozostawiając niczego.
Bo ludzie się rodzą i dorastają by oddalić się i umrzeć samotnie .
Nic dodać nic ująć...
Pozdros ;]